Ostatnimi czasy przeglądając sieć w poszukiwaniu ciekawostek politycznych, natknąłem się na materiał przedstawiający związek Pana Michnika (GW), Pani Moniki Olejnik (Kropka nad i) oraz Pana Urbana (NIE).
Oczywistym jest, że teraz to wszystko nie jest już czarno-białe. Świat staje się szary i ciężko odróżnić kolory polityczne poszczególnych dziennikarzy czy celebrytów. Sprawa czasami jest jednak bardziej oczywista - zwłaszcza w momencie pokazania filmu z lepszym oświetleniem. Oni stali tam gdzie stali, a nas jeszcze w takim razie na świecie nie było...
Ci sami ludzie z "jedynym prawdziwym prezydentem?!":
Pozdrowienia dla czytelników Gazety Wyborczej! więcej na http://szechteriada.org.
Mało kto wie, że 17 lipca br. TVN opublikował sondę w ramach ogólnopolskiej akcji "Czas decyzji". Jeszcze mniej osób miało szanse się z niej dowiedzieć, że po 22:40 - partię "Nowa prawica" popierało 73% głosujących! Wyniki nie były satysfakcjonujące, dlatego inicjatywę trzeba było zdławić. W sondzie wzięło udział 232 293 tysiące polaków.
Oficjalne stanowisko TVN: "Zdecydowaliśmy się zamknąć sondę, ponieważ niektórzy zabawę potraktowali zbyt poważnie i włożyli dużo wysiłku w to, by jedna z partii wygrała przynajmniej w głosowaniu internetowym. Tym samym zepsuli zabawę tym, którzy głosowali uczciwie"
Do niedawna zapomniany Pan Palikot, przed wyborami został dostrzeżony przez wszystkie niezależne media. Pokazują go na wszystkich większych portalach internetowych, cytują w gazetach, a wiadomości bez Pana Palikota to wiadomości bez smaku. Szkoda tylko, że żadna telewizja nie wyemitowała konfrontacji poglądów Pana Palikota z Januszem Korwinem-Mikke. Przepraszam, już się poprawiam. Debata tych dwóch Panów została wyemitowana, ale niestety tylko w formie powtórki następnego dnia - w superstacji o godzinie 0:30 w nocy. Nie wiem czy to z powodu poglądów którejś ze stron, braku zainteresowania społeczeństwa taką rozmową, czy może niechęci upubliczniania spostrzeżeń Pana Janusza K. Tym wstępem chciałbym przejść do hipotetycznej rozmowy, która mogłaby się odbyć w kraju, w którym panuje bezprawie. Z serii political fiction rozmowa na szczycie:
Donald (D): Mamy problem. Palikot (P): Pokaż mi problem, a ja wyśmieje tych którzy go dostrzegli! D: To nie jest śmieszne Januszu. Uciekają nam młodzi wyborcy. Musimy ich jakoś zatrzymać. P: W takim razie odchodzę z partii... D: Ty!? Nie możesz! Przecież tak wiele... P: Donald daj na luz. Wyjdę nie wyjdę. D: Co Ty kombinujesz? Śmierdzi mi tu zdradą! P:Odejdę z partii. Zawiedzeni przyjdą do mnie, reszta pozostanie u Ciebie. D: A co ze zdrową konkurencją polityczną? P:Krzywdy Wam nie zrobię. D: Obiecaj! W razie problemów powtórzysz to wszystko na wykrywaczu kłamstw! P:Słowo męża stanu! D: A frekwencja wyborcza? P: Podczas rejestracji partii poszukamy kozła ofiarnego. Nie dopuścimy go do wyborów przez brak podpisów... D:I? P: I jak przegramy wybory to będziemy mogli je powtórzyć. Wina komisji wyborczej, że za późno policzyła głosy czy coś... D:To się nazywa pobudzenie elektoratu. P:Dokładnie tak przyjacielu. D: W takim razie... By żyło się lepiej Januszu! P: By żyło się lepiej Donaldzie!
W kwietniu amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) podała, że Polska ma 5,3 bln m3 możliwego do eksploatacji gazu łupkowego. Byłyby to największe złoża w Europie.
Już teraz co piąta koncesja na poszukiwanie w Polsce gazu łupkowego należy do Rosji. Nikt oficjalnie nie sprzedał Rosjanom prawa do wydobywania gazu. Przejęli oni jednak spółki mające takowe pozwolenia. Jest to informacja podana przez Komisję Europejską, którą nieoficjalnie przekazali eurodeputowani PO "Dziennikowi Gazecie Prawnej".
Nasz Minister Środowiska, w odpowiedzi na artykuł z "DGP" przyznał, że Resort nie jest w stanie sprawdzić, czy spółki posiadają kapitał Rosyjski. Już niedługo oprócz rury, którą Rosjanie wraz z Niemcami poprowadzili Bałtykiem, dostaniemy w twarz własnym gazem łupkowym. Straciliśmy bardzo dużo jako państwo tranzytowe, większe statki do portu w Świnoujściu już nie wpłyną (zanurzenie większe niż 15m) bo rura za płytko położona (tylko po stronie polskiej), a gaz łupkowy, który mógł nas uniezależnić od wielkiego brata ze wschodu, kupimy (o ile wielki brat pozwoli) ze sporą marżą. Wielu ekonomistów twierdzi, że opłacalność utrzymania Gazociągu Północnego jest wysoce nieopłacalna, mówi się o ryzyku katastrofy ekologicznej i naruszeniu wyłącznej strefy ekonomicznej Estonii - to jednak błahostki, gdy w grę wchodzi pakt Niemiecko-Rosyjski. Nasz kraj w zamian pięknie się sprzedaje - za co dziękujemy naszym politykom. Nie zapominajcie tylko, że przyjdzie czas, kiedy ze wszystkiego zostaniecie rozliczeni.
Niemiecka państwowa telewizja ARD wyemitowała wstrząsający i bulwersujący niemiecką opinię publiczną dokument, na temat multi-kulti w szkołach w Nadrenii i Północnej Westfalii. Materiał nekręcony przez dziennikarki telewizji ARD, pokazuje tragiczną sytuację niemieckich dzieci w szkole w Essen (Hauptschule Karnap), gdzie większość stanowią muzułmanie, dzieci imigrantów, w większości z Libanu i Turcji.
Regularne bicie niemieckich dzieci, mobbing, prześladowanie, zastraszanie ich i szykanowanie, to dzień powszedni w tej placówce. W szkole utworzyły się dwie grupy, jedna licząca 70 % dzieci, złożona z imigantów z Bliskiego Wschodu (Liban, Turcja) i druga 30 %, złozżona z niemieckich dzieci. Nie trudno się domyślić, kto prześladuje kogo.
Uczeń szkoły Sebastian (16 lat):
"- Jestem bardzo często bity przez tureckich uczniów. Rozmowa z nimi nic nie daje". Jego matka Anita dodaje: "- Ostatnio pobili mi syna krzesłem".
Dyrektorka szkoły Roswitha Tschüter (58 lat):
"- Winni przemocy w szkole są libańscy uczniowie, ale także Turcy są agresywni wobec Niemców".
Dziennikarki Nicola Graef (40 lat) i Günar Balci (35 lat), które nakręciły dla ARD materiał, mówią otwarcie: "- Niemieccy uczniowie oraz imigranci żyją w szkole w totalnej izolacji. To są dwie odmienne grupy. Ten problem jest tu bardzo rozpowszechniony, my same pytałyśmy się w 50 szkołach o pozwolenie nakręcenia reportażu na ten temat. Pozwolenie otrzymaliśmy tylko w tej w Essen. Pozostałe szkoły się po prostu boją, chcą zostać anonimowe".
Nauczycielka Brigitta Holfort, która już od 27 lat pracuje w tej szkole, wielokrotnie probowała negocjować, aby rozwiązać problemy, ale jak twierdzi "Z muzulmanami nie da się rozmawiać. Oni mają zupełnie inną mentalność. A politycy którzy mowią o klamliwej propagandzie wokół integracji muzułmanów powinni na 2 tygodnie przyjechać do szkoły i zobaczyć co tu się dzieje".
Bardzo mocne słowa, jak na niemieckiego urzędnika (w Niemczech nauczyciel ma status urzędnika).
Mali Niemcy, którzy są tu w mniejszości starają się nie prowokować muzulmanskich uczniów, starają się im schodzić z drogi, przemykają bokiem, boją się wypowiadać głośno w klasach, czy na korytarzu. Także przed kamerą. A muzulmanie sa butni i bezczelni "- nie mamy zamiaru rozmawiac z niemieckimi szmatami (chodzi o niemieckie nauczycielki), a czas Ramadanu jest dla nas czasem walki."
Muzułmanie posunęli się do tego, że w szkolnej stołówce pluli do posiłkow, tym którzy nie uszanowali ich postu. Jedna z nauczycielek w anonimowej wypowiedzi stwierdziła, że "imigranci często zarzucają nam Niemcom, że ich dyskryminujemy. W tej szkole jest zupelnie inaczej." Inny nauczyciel, arabskiego pochodzenia twierdzi otwarcie, że "nasze (arabskie) dzieci zupełnie nie akceptują niemieckiego stylu życia. Odrzucają go całkowicie. One sa dumne ze swojej tożsamości".
Niestety miejscowe kuratorium zdaje się nie dostrzegać problemów w miejscowych szkołach, a takie sytuacje jak opisana, to nie tylko problem Nadrenii-Westfalii, ale także innych landów w Niemczech.
Wypada tylko współczuć niemieckim rodzicom, którzy są zmuszeni wysyłać swoje dzieci do tego piekła.
I pomyśleć do czego doprowadziła Niemców parszywa poprawność polityczna i uległość wobec obcych, często wrogich nam kultur. A z tej sytuacji plynie jeden, za to bardzo oczywisty wniosek. Uczmy się na błędach innych i wyciągajmy wnioski z tego co dzieje się dziś po drugiej stronie Odry, aby znowu ktoś, gdzieś i kiedyś w niedalekiej przyszłości nie powiedział o nas, trawestując znane przysłowie, że "Polak głupi i przed szkodą i po szkodzie".
Dlaczego w mediach tak bardzo lansuje się nowy trend, "Stop, na nich nie głosujemy", polegający na nie głosowaniu na "jedynki" z list wyborczych. Sprawa jest prosta - "jedynki" swoją pozycję zawdzięczają wpływom w partii, a nie rzeczywistym osiągnięciom w działalności społecznej.
"Głosuj na którą partię chcesz, ale nie pozwól sobą manipulować! Nie popieraj jedynek! Możemy zrobić im STOP!!!" - jak pisze autor akcji na portalu społecznościowym Facebook
Swoją drogą ciekawy pomysł. Starzy wyjadacze sejmowi, którzy mają odleżyny od poselskich fotelików, faktycznie mogliby zamienić się ze swoimi młodszymi kolegami/koleżankami. Dlaczego miałbym głosować na te same gęby polityków, jeżeli wcale nie jest mi lepiej niż rok, dwa a nawet 3 lata temu.
Sprawa jest słuszna. Nie głosuj na jedynki! To ludzie którzy mają ciepłe posadki i niczego nie chcą zmieniać! Daj szanse innym!
Jeżeli też tak pomyślałeś/aś i wierzysz, że w końcu mamy wolne media, które chcą nam pomóc zmienić Polskę - chyba zwariowałeś. Poniżej komentarz, który został zamieszczony pod artykułem na temat "akcji jedynkowej" z portalu wp.pl:
Qa pisze: "Pytanie tylko kto ma interes w tym ,żeby społeczeństwo wprowadzać w błąd: można przypuszczać komuchowskie niezlustrowane profesory!!!! bo przecież: Głosowanie nawet na same 10 i tak wpuści do sejmu 1 !!!. Przecież w naszym kraju nie ma JOW! głosuję się na listę, a nie na człowieka. Tak więc dla tych co nadal nie wiedzą o czym piszę, tłumaczę głosując na kandydata z listy nr. 10 jego głosy trafiają na listę, lista zdobywa ileś tam miejsc w sejmie, i jak dla niego starczy miejsc to się załapie. Dlaczego się zabijają o te 1-dynki? Bo to prawie 100% wejście do sejmu! Bo na jedynkę pracują głosy wszystkich z listy!!!!!! Ta akcja świadczy o durnocie studentów, albo organizatorów tej akcji!"
Dodatkowo kilka dni przed akcją, ukazano nam kolejne miejsca partii politycznych na listach wyborczych. PiS zajął miejsce... pierwsze. Zawiedzione PO, zajęło pozycję numer siedem!
Statystyczny Kowalski udający się na wybory bez przekonania, najczęściej wybierze na liście "jedynkę". To naturalna odpowiedź dla wszystkich niezdecydowanych. Rozwiązaniem dla oponentów PiS stała się akcja "Stop, na nich nie głosujemy". Zaprogramowanie czaszki Kowalskiego hasłem "nie popieraj jedynek" ma sprawić, że głosy będą oddawane na pozostałe miejsca na listach wyborczych. Kolejny raz pod pięknymi hasłami kryją się nieczyste intencje. Słowa współautora akcji " ale nie pozwól sobą manipulować" nabierają nowego znaczenia.
Kibol - do niedawna synonim człowieka, który pod przykrywką kibicowania legalnie mógł okładać oponenta brechą. Aktualnie pod tym synonimem wpisują się wszyscy wyznawcy danej dyscypliny sportowej, ponieważ solidarność grupy kibicowskiej nie pozwala na wyalienowanie agresywnych jednostek. Wśród tej niewielkiej liczby świrusów, którzy naparzają się niemalże co mecz możemy wyróżnić jeszcze grupę zadymiarzy. Ci niestety nie mają niczego na swoją obronę, a dzięki swoim zasługą (poturbowania pechowego przechodnia czy wybicia kilku szyb i zdemolowania stadionu) powinni trafić do przymusowej pracy w kamieniołomach.
Czy kibice mają rozum? To pytanie trzeba zadać przedstawicielom obecnego rządu. Okazało się bowiem, że odwracanie uwagi od swoich nieudacznych rządów za pomocą walki z "kibolami" nie wyszło im na dobre.
Kibole, traktowani do niedawna jak motłoch i zwierzęta wykazali się nie tylko niebywałą inteligencją. Udowodnili, że potrafią ze sobą współpracować i łączyć swoje siły przeciwko ludziom, którzy słusznie/niesłusznie wkroczyli na ich teren. Nagonka telewizyjna powtarza jak mantrę stwierdzenia o bandytach, którzy napadają biednych ludzi. Zapomina się jednak, że to ułamek tego co dzieje się w świecie kibica. Po ostatnim wyjeździe do Moskwy, Legioniści kupili sobie moją przychylność dwoma transparentami.
"Smoleńsk 2010 - Pamiętamy"
"Zabierzcie Donka, oddajcie czarne skrzynki"
Z takimi hasłami Warszawiacy chcieli udać się na mecz do Rosji. Pech chciał, że na granicy zostali zatrzymani celem wyjątkowo dokładnej kontroli (11 godzin) i nie zdążyli na mecz. Liczą się jednak szczere chęci. Sprawę można rozpatrywać w dwojaki sposób. Kibice chcą walczyć z rządem bo przestali ufać słowom Platformy lub (w co osobiście nie wierze) robią to na złość człowiekowi, który zakazał im wchodzić na stadiony. W zasadzie dla mnie obie sprawy mocno się zazębiają. Gdyby rząd Donalda Tuska nie naruszył "prywatności i wolności" kibiców, Ci nie doszukiwaliby się dziury w całym.
Najmocniej zbuntowanymi środowiskami polskich kibiców są wyznawcy klubów: Gdyni, Wrocławia, Krakowa, Szczecina, a także Lechii Gdańsk (której teoretycznie kibicem jest premier). Walka w postaci kar nałożonych na kluby wcale nie zniechęca środowiska piłkarskiego.
Spółka Ekstraklasa SA nałożyła karę na kluby piłkarskie za transparent: "17 września – IV rozbiór Polski". Nie trzeba było czekać na kolejne sankcje - tym razem 9 klubów - za hasło: "Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice".
Kibice Lecha: "Projekt Euro 2012. Stadiony – przepłacone. Autostrady – nie będzie. Dworce – przypudrowane. Lotniska – prowincjonalne. Zawodnicy – słabi. Temat zastępczy – kibice. Rząd – zadowolony!" - Kara dla klubu: 10.000 PLN
Kibice Legii (zdjęcie Adama Michnika wraz z hasłem): "Szechter, przeproś za ojca i brata" - Kara dla klubu: 5.000 PLN
Kolejne hasła to m.in. "PO-lityczni łgarze, za aferę hazardową zamknijcie cmentarze" czy ciekawy projekt ulotek z wizerunkiem Donalda Tuska "Nie róbmy polityki, zamykajmy stadiony"
W ramach akcji przygotowano także projekt koszulki: "Głosowałem na PO, teraz się tego wstydzę". Kolejne zdjęcia przedstawiają "buntownicze" transparenty (źródło: www.niezalezna.pl):
"Donald matole Twój rząd obalą kibole"
"Kibole Donka ziemniaczana stonka"
"Otworzyć stadiony zamknąć wojewodów"
"Szechter przeproś za ojca i brata !!!"
"Tusk = Kononowicz, nie będzie niczego"
"Czy już Donald zapomniałeś jak na Lechii wojowałeś"
"Nawet jedno ziarenko cukru jest w stanie zmienić symetrię wyborczego kopczyka"
Można się śmiać, płakać, lubić lub nienawidzić środowiska polskich kibiców. Nie można im za to odebrać jednego. Poczucia wspólnoty, dyscypliny i zawziętości. Która z polskich grup społecznych potrafi tak bardzo jednoczyć się i walczyć o swoje prawa? Kibice potrafili założyć konto bankowe, na które sami wpłacali składki, które miały pomóc opublikować wywiad z Panem Kononowiczem wypowiadającym się na temat Premiera! Nakreśla nam to wizerunek ludzi, którzy mają swoje ideały. Słuszne/niesłuszne - podoba mi się postawa ludzi, którzy walczą o swoje prawa.
"Naszym celem nie jest zachwianie rządem, bo my, kibice nie zamierzamy się w politykę angażować – zaznacza Szaraniec. – Ale chcemy zwrócić uwagę, że działania rządu, rzekoma walka z kibicami, zamykanie stadionów to tylko marketing polityczny, który ma przesłonić inne poważniejsze problemy, np. dług publiczny."